Błażej Lenkowski: Ukraina, czyli pewnych spraw się nie porzuca

Drukuj

Integracja z Ukrainą i Turcją to papierek lakmusowy – wskazujący, czy Stary Kontynent będzie witalnym i liczącym się graczem w XXI w. To, czy Unia Europejska rozumie swoje interesy i priorytety, będą również wskazywać losy negocjowanej właśnie umowy o utworzeniu Transatlantyckiej Strefy Wolnego Handlu z USA i Kanadą.l_15_av

Skrót tekstu z XV numeru Liberte! Całość do przeczytania  w cyfrowej wersji kwartalnika

Fenomen wieloletniego i postępującego sukcesu Wspólnot Europejskich, przekształconych w 1992 r. traktatem z Maastricht w Unię Europejską, spowodowany był między innymi niwelowaniem konfliktów wewnątrz Wspólnoty, poprzez umiejętności budowania sytuacji win–win dla państw unijnych, w połączeniu z otwartością na kraje spoza niej. Wspólna Europa była przez lata marzeniem o wolności i dostatku, o dobrych relacjach sąsiedzkich i szanowaniu podmiotowości wszystkich uczestników. Marzeniem ziszczalnym, dla wielu krajów wychodzących z autorytaryzmów, wewnętrznych zapaści czy uzależnienia od innych imperiów. Ta otwartość, która musiała się wiązać z poszanowaniem przez aplikujących podstawowych zasad liberalnej demokracji, rządów prawa i gospodarki wolnorynkowej, sprzyjała przekształceniu całego regionu Europy Środkowo-

-Wschodniej w przestrzeń wolności i względnego bogactwa

 Kluczowy moment

Druga połowa roku 2013 będzie kluczowym momentem dla przyszłości relacji Ukrainy z Unią Europejską, o niezwykłych konsekwencjach geopolitycznych i gospodarczych dla całej Europy. Podpisanie umowy stowarzyszeniowej pomiędzy oboma podmiotami, co planowane jest na listopad 2013 r. na szczycie unijnym w Wilnie, może być kamieniem milowym procesu integracji Kijowa z Brukselą. Wydaje się, że powagę sytuacji dostrzega Władimir Putin, którego działania wobec Ukrainy nabrały szczególnej dynamiki. Świetnym przejawem tej ofensywy były obchody 1025. rocznicy chrztu Rusi Kijowskiej. Rosjanie starają się budować nową wspólnotową narrację, w której dwa prawosławne państwa, z historycznych i ideologicznych względów, powinny tworzyć wspólnotę. Putin odwołuje się też do ewentualnych wspólnych interesów ekonomicznych, w których zintegrowanej Rosji i Ukrainie miałoby być o wiele łatwiej rywalizować na globalnych rynkach. (…) Zachód jest za mało obecny na Ukrainie również pod względem kulturowym i komercyjnym. Kiedy wyjedzie się z Kijowa, w wielu miastach ukraińskich można zobaczyć, jak niewspółmierna jest obecność zachodnich korporacji, marek czy butików w porównaniu z metropoliami Unii Europejskiej.

(…) Jednocześnie bardzo starannie prowadzona jest gra obliczona na ochłodzenie kontaktów polsko-ukraińskich i temperatury polskich uczuć wobec Ukrainy. A przecież Polska przez lata była głównym motorem napędzającym motywację Unii do zbliżenia z Kijowem. Nie jest przypadkiem, że w roku kluczowym dla podpisania umowy „ożywiona” zostaje w Polsce sprawa Wołynia. (…)

Europa witalna

Europa w kryzysie zachowuje się tak, jakby świat zewnętrzny nagle przestał istnieć. To niezwykle niemądre, nawet jeśli w obliczu problemów gospodarczych trzeba większą wagę przywiązywać do spraw wewnętrznych. Świat zewnętrzny nadal istnieje i prędzej czy później da o sobie znać. A zaniedbania i opóźnienia w działaniach Unii mogą mieć nieodwracalne skutki. Wydaje się, że dostrzegają to eksperci za Atlantykiem, gdzie Zbigniew Brzeziński w książce „Strategiczna wizja…” niezwykle trafnie oceniał interesy Unii i wskazywał właśnie na dwa państwa: Ukrainę i Turcję.

(..) Niezwykle istotne jest bowiem również to, z czym Unię Europejską utożsamiają sami Europejczycy. Dziś, co powinno niepokoić, mieszkańcy tzw. krajów Północy widzą w UE mechanizm zmuszających ich do łożenia podatków na nieodpowiedzialnych mieszkańców Południa. Grecy albo Cypryjczycy widzą w Unii beznamiętną twarz kanclerz Angeli Merkel, która narzuca im drastyczne cięcia budżetowe i likwiduje ich państwo dobrobytu. Inni z kolei widzą w Unii instytucję, która z gorliwością decyduje o tym, jak powinien wyglądać sprowadzany do Europy banan. Przejaskrawiam? Oby. (…)

Dobry cel, zła droga

Niepokojący trend, wskazujący na rosnącą dominację organów międzypaństwowych nad demokratycznymi / wspólnotowymi w Europie rozpoczął się jeszcze przed nadejściem kryzysu ekonomicznego. To już Traktat lizboński, teoretycznie pogłębiający integrację, odwrócił jej dotychczasowy kierunek, starając się przenieść jej ciężar z Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej na Radę Europejską, czyli przedstawicieli rządów poszczególnych krajów członkowskich. (…)

Skrót tekstu z XV numeru Liberte! Całość do przeczytania  w cyfrowej wersji kwartalnika

Błażej Lenkowski

Politolog, publicysta, przedsiębiorca, prezes zarządu Fundacji Industrial („Liberté!”, 4liberty.eu,
6. Dzielnica).

 

Czytaj również